Ludwik Stomma o „Polskim Petersburgu – rosyjskiej Warszawie”

Aktualności

Ludwik Stomma swój felieton w „Polityce” z 20 czerwca 2018 roku zatytułowany Książka piękna i smutna poświęcił książce Dmitrija Strelnikoffa Polski Petersburg – rosyjska Warszawa. Poniżej przytaczamy fragment, zachęcamy do zapoznania się z całością.

 

Czytałem maszynopis. Byłem Zafascynowany. Pasjonująca opowieść, bogata i ciekawa faktografia, wrażliwy temat. I nagle okazuje się, że dla swojej książki „Polski Petersburg – rosyjska Warszawa” nie może Dmitrij Strelnikoff znaleźć wydawcy. Większość nawet nie odpowiada na listy. Nie będę przypominał, że Strelnikoff kurze spod ogona nie wypadł. Szereg sukcesów literackich, jedna z książek zaaranżowana do teatru i z powodzeniem wystawiona, szeroka publicystyka... A tutaj nagle takie dziwne, omal cenzuralne milczenie. Może coś przegapiłem – myślę sobie, coś zasadniczego uszło mojej uwagi? Siadam powtórnie do lektury i nagłe olśnienie. Te prawie 40 lat w ciepełku Francji roztopiło we mnie, częściowo przynajmniej, pamięć o nadwiślańskich kompleksach i nienawiściach. Nawet antysemityzm uważałem przez chwilę za wygasły, dopóki mi i nim dobitnie nie przypomniały „Gazeta Polska” et liczni consortes.
Tutaj jednak gorzej nawet niż z Żydami. Ci znajdują jeszcze obrońców. Kiedy jednak mowa o Ruskich, jednomyślność łączy niemal wszystkich do „Polskiej” do „Wyborczej”. Tymczasem w książce Strelnikoffa roi się od Polaków zamieszkałych w Rosji, Rosjan zamieszkałych w Polsce, pół Polaków – pół Rosjan, pół Rosjan – pół Polaków... Przewodnią postacią jest Polka Helena Bartoszewicz, prababka autora, docent zakładu chorób zakaźnych w Ałma Acie, która walczyła z dżumą w wielu zakątkach ZSRR (oficjalnie dżuma i jej ofiary w ZSRR nie istniały, więc poniekąd i ona skazała się na niebyt). Dzięki niej – pisze Strelnikoff – „uświadomiłem sobie, jak bardzo krew rosyjska zmieszała się z polską – we wszystkich znaczeniach tego stwierdzenia. We mnie zmieszała się na zawsze, jest nie do rozdzielenia. Są miliony takich jak ja”.
Owa krew wypływała nieraz ze straszliwych ran, chociaż i tutaj rzeczy są bardziej skomplikowane, niż się je prostacko ukazuje.