O Eichendorffie i dwóch naszych książkach w miesięczniku „Znak”

Aktualności

O dwóch wydanych przez nas książkach: Memento – wyborze wierszy Josepha von Eichendorffa w przekładzie Marty Klubowicz, i rozprawie naukowej Martina Hollendera O politycznym i ideologicznym zawłaszczaniu twórczości Josepha von Eichendorffa pisze wiele w swoim obszernym i interesującym artykule Tadeusz Zatorski. Cały tekst Nie nasz „poeta ziemi naszej”, czyli co zrobić z von Eichendorffem? znajdą Państwo we wrześniowym numerze miesięcznika „Znak”. Fragmenty przytaczamy poniżej:



O swojej fascynacji Eichendorffem Marta Klubowicz pisze ciekawie we wstępie. Aktorka wychowała się w Nysie, mieście, gdzie poeta zmarł i gdzie do dziś znajduje się jego grób. „Z zupełnie inną świadomością wzrasta się w mieście, gdzie zamieszkiwały pokolenia przodków, niż kiedy te korzenie zostały ucięte i przeniesione w inny grunt”. Podobne myśli towarzyszą zapewne wszystkim, którzy przechadzają się ulicami Wrocławia i innych miast na Ziemiach Zachodnich, bo też trudno nie postawić tu sobie pytania, jak odnaleźć się wśród wytworów kultury, która nie jest kulturą wytworzoną rękami naszych przodków. Jak to przejęte w szczególnych okolicznościach dziedzictwo – materialne i duchowe – przyswoić czy choćby tylko oswoić? Takie pytania długo były zakazane i nieobecne w oficjalnym dyskursie, dziś stawiać je wolno, a nawet należy. Marta Klubowicz, tłumacząc niemieckiego poetę urodzonego i zmarłego na Śląsku, udziela na nie własnej, oryginalnej odpowiedzi. Przekład bowiem, choć sam w sobie raczej rzemiosło niż sztuka, daje się przecież – zwłaszcza jako przekład poezji – postrzegać jako pewna forma nie tylko biernego, ale i czynnego, twórczgo, adaptowania tego spadku po innym, nie zawsze przyjaznym narodzie. A szczególnego zabarwienia dodaje temu procesowi to, że uczestniczy w nim i rodak Eichendorffa: w tomiku zamieszczono bowiem także dramat Freda Apke Pan baron przychodzi boso i płaci guzikiem, również w przekładzie Marty Klubowicz, wystawiony zresztą przez nich we własnym wykonaniu.
(...)
Przed mianowaniem Eichendorffa „heroldem porozumienia polsko-niemieckiego” przestrzega także Martin Hollender, autor znakomitej monografii O politycznym i ideologicznym zawłaszczaniu twórczości Josepha von Eichendorffa. Poeta bowiem traktowany bywał i bywa w Niemczech jako dowód i symbol niemieckości Śląska, a „uchybienia, których dopuszczono się, powołując się na niego w XX wieku, są zbyt ciężkie, by tenże Eichendorff dziś, w wieku XXI, mógł bez obciążeń wspierać współpracę Niemiec i Polski”. Taka prowadzona w duchu wzajemnego zbliżenia „reinterpretacja Eichendorffa natrafiłaby na zasadnicze trudności, gdyby teraz oto niejako odwracając zawstydzającą niekiedy tradycję minionych dziesięcioleci, próbowano przeistoczyć »najbardziej niemieckiego z niemieckich poetów« w piewcę porozumienia polsko-niemieckiego, emisariusza pośredniczącego między obu kulturami i narodami. Tego rodzaju próba, zapewne szlachetna w intencji, doprowadziłaby niechybnie do nowych zafałszowań, bo nie ulega wątpliwości, że w twórczości Eichendorffa przeważały »elementy niemieckie«.